środa, 16 września 2009


Właściwie to zaczynam ze sporym opóźnieniem, bo moja szwedzka przygoda rozpoczęła się dokładnie 3 tygodnie temu, 26 sierpnia na lotnisku Goteborg City Airport o godzinie 7.35 kiedy to wylądował samolot z Warszawy. 

Nie wyglądało to zbyt różowo, bo nie znałam nikogo w tym mieście, ani nie miałam gdzie mieszkać. Pierwszy problem rozwiązał się sam. Okazało się, że samolot z Polski był pierwszym, a autobus do biura studentów zagranicznych miał odjechać, gdy przyjadą wszyscy, czyli za 7 godzin.  I tak poznałam Anię i Tomka z Warszawy. Z mieszkaniem nie poszło niestety tak gładko. Kiedy słyszałam, że jest problem ze znalezieniem mieszkania w Goteborgu pomyslałam, że będzie jak w Krakowie. Kilku świrów, może jakiś casting, ale coś znajdę tego samego dnia. Nic bardziej mylnego. Dwa dni, kilkanaście mieszkań. W piwnicy, bez ogrzewania, z możliwością kąpieli dwa razy w tygodniu. Oto co można wynająć w Goteborgu. Oczywiście nic poniżej 3000 sek/miesiąc. I nagle pojawił się on: mały biały pokoik z wygodnym łóżkiem i widokiem na morze. No dobra, z tym morzem to przesadziłam, ale najważniejsze jest to, że się udało. 

Później było już tylko lepiej. Ale o tym jutro :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz